czwartek, 7 kwietnia 2011

Praca na wsi ....

      Sprawy notarialne załatwione ... Koszty na szczęście mniejsze dużo niż się spodziewałam...Po tych radosnych nowinach przyszedł czas na pracę ponieważ nasz pobyt wydłużył się o tydzień... 
      Niektórzy myślą, że na wsi czas upływa pod znakiem kawy i ciasta i lenistwa ... ojjj bardzo to mylne stwierdzenie ... pracy jest naprawdę multum ...
      Oranie , nawożenie , bronowanie , kultywatorowanie, sianie ... 
W sobotę sadziliśmy kapustę na rozsadę ... nie jest jej wiele... docelowo ma być 17 arów ... przykryta agrowłukniną ... czekamy ... w pole będziemy wysadzać do 9 maja ... Poniedziałek minął pod znakiem plewienia ... niestety jeśli chodzi o kwestię plewienia kwiatków koniecznie trzeba im zmienić miejsce ... ogólnie wiele rzeczy jest do przesadzenia ... uporządkowania obszarowego ... jak to ja mówię zagospodarowanie przestrzenne jest w tej chwili tragiczne ... tulipany nie mogą rosnąć pod jabłonką ... o zgrozo ...a wisienki w miejscu gdzie jest warzywniak ... pieliłam cały dzień z niewielkimi przerwami w pozycjach o jakich mi się nawet nie śniło ... kręgosłupa nie czułam ... Wtorek minął nam na sprzątaniu ogólnym podwórka  ... wieczorem było ognisko i kiełbaski .... marzyłam o nich przez całą zimę ...W środę pretraktowaliśmy z sąsiadem kwestię foliowca on go nie używa ...jest to sam szkielet trochę zardzewiały ale przywrócimy go do życia ... trzeba było przygotować miejsce gdzie by mógł stanąć... więc w czwartek rozebraliśmy małą prowizoryczną szklarenkę ...wycieliśmy kilka wisienek które nam przeszkadzały , zlikwidowaliśmy kawałek płotu ... i powstało miejsce pod foliowiec . Teraz kultywator wzruszy ziemie potem nawożenie  , bronowanie, odchwaszczanie ... przenosiny foliowca od sąsiada ... ofoliowanie i działamy ...ale to pod koniec kwietnia jak przyjedziemy następnym razem ... 

7 komentarzy:

  1. Gevillo, zupełnie inaczej będzie wszystko się toczyć, kiedy już zamieszkacie u siebie, bo tak z doskoku, to jest ciężko. Pracę na wsi znam dobrze, bo urodziłam się tam, u nas zawsze główną rośliną był tytoń, który przynosił w miarę przyzwoite dochody, robota przy nim od wiosny do późnej jesieni i nigdy nie przyszło mi do głowy buntować się przeciwko pracy w polu i czuć się wykorzystywaną przez rodziców, jak to teraz wygląda, bo dziecko musi mieć dzieciństwo. Cieszy człowieka, kiedy liczy na duży wydatek, a tu wychodzi mniej, prawda? Miłe zaskoczenie, pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jednym słowem: praca wre! Prawda, że taka robota na własnej wsi to sama radość? My czasem wieczorem nie możemy się rozgiąć po całodziennej robocie, ale szczęśliwi jesteśmy wtedy jak dwa gwizdki:-)))
    Pozdrawiamy serdecznie!

    OdpowiedzUsuń
  3. Oj dziewczyno, roboty to Ty masz od metra, tyle arów kapusty i innych - wyzwanie duże, oj duże. Jeszcze nie raz kręgosłup będzie Ci właził do d... a ręce wieczorem będą tak ciężkie jak ołowiane sztaby, ale nic się nie martw, wiem z własnego doświadczenia, że im dalej w las, tym łatwiej i robota idzie, za to wieczorem człowiek zmęczony tak zdrowo, zasypia kamiennym snem i rankiem jest gotów na nowe wyzwania. Trzymam kciuki za Was, za każdy Wasz dzień na tej nowej drodze, może trochę wyboistej, ale Twojej, Waszej. Niech Ci się ta Gevillowa wieś zieleni i pięknieje.

    OdpowiedzUsuń
  4. Pracy duzo, ale wazne, ze na swoim i to cieszy. Wszystko zrobisz i ogrod bedzie cieszyl latem swiezymi warzywkami.
    U mnie juz drugi rok "ogrod" - to jedno wielkie chaszczowisko!!!, za ktore nie wiem zupelnie jak sie mam zabrac!
    Wiec jestem duzo bardziej "do tylu"!
    Pozdrawiam serdecznie i zycze wytrwalosci!

    OdpowiedzUsuń
  5. Witaj, bardzo dziękuję za odwiedziny. Twój blog w sam raz dla mnie, jak zdążyłam się zorientować:)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wychowalam sie na beskidzkiej wsi, dokad mnie cale zycie ciagnie. 29 kwietnia a wiec juz za niecale trzy tygodnie doatje od mamy dzialke ze starym drewnianym domkiem po dziadkach, oczywiscie wszystko wymaga remontu, kupe czasu u jeszcze wiecej pieniedzy. Jedyny problem to ten te miszkam w Wiedniu i do Polski mam prawie 400 km a wiec nie mozemy byc tak czesto jakby tego sytuacja wymagala, z drugiej strony co zrobi sie w sobote, kiedy w niedzile trzeba juz znowu pakowac manatki...ale pewnie jakos to bedzie i wszystko sie ulozy.
    Dziekuje za odwiedziny u mnie, musze sie porozgladac na Twoim blogu i poczytac Twoje posty, masz podobnie jak ja, wiec cos nas laczy, pozdrawiam i do uslyszenia:)

    OdpowiedzUsuń
  7. z ochotą będę Cię dopingować i śledzić dalsze losy:) Dziękuję za odwiedziny u mnie:) Będziemy "prawie" sąsiadkami - tylko jakieś 150 km nas dzieli:) witamy w Zachodniopomorskim!

    OdpowiedzUsuń